STRONY

niedziela, 22 lutego 2015

Początki bywają śmieszne


Witam Cię serdecznie! Nie ważne jak tu trafiłaś/łeś, ale cieszę się, że jesteś! 


Oficjalnie zaczynam prowadzenie tego pełnego nadziei bloga. O mnie jak i o tematyce bloga możesz przeczytać w zakładce O MNIE 


Przejdę więc od razu do rzeczy, czyli do opisania moich początków związanych z szyciem, tylko błagam, nie śmiej się ze mnie zbyt głośno. ;)

 

***

 

Prawda jest taka, że nigdy nie lubiłam szyć. Poważnie! Pewnie się zastanawiasz co mi nagle do łba strzeliło? Już wyjaśniam...

 

Szycie wiecznie kojarzyło mi się z łataniem dziurek, przyszywaniem guzików ot tyle. Nic ciekawego, prawda? Oczywiście wiedziałam, że można szyć cuda, ale jakoś nigdy do głowy mi nie przyszło, że ja bym mogła to robić.

 

Do całej tej sprawy popchnęły mnie dwie rzeczy - macierzyństwo oraz blogosfera. Prowadziłam wcześniej bloga perentigowego i przeglądając inne blogi coraz częściej spotykałam mamy, które szyły swoim pociechom (i nie tylko) różne cuda.  Pozazdrościłam... i postanowiłam spróbować uszyć coś sama. 

 

***

 

Na początek zamówiłam kilka tkanin bawełnianych u Srebrna igła oraz czerwone minky na allegro. Na pierwszy ogień poszła poduszka w asy. 

 

Szyłam ręcznie, bo z maszyny na razie korzystam tylko wtedy, gdy jestem u swojej mamy (choć czas już myśleć o swojej)


Poszło nawet fajnie. Wiadomo - ścieg prosty tak do końca prostym nie był, ale jak na początek było ok. Przeszyłam ją trzy razy, aby się nie popruła. Później wypchałam ją kulką silikonową kupioną na allegro u bagaloo123 i zaszyłam ściegiem.. hmm.. na pewno nie krytym, bo nie wyszło, byłam jednak z siebie dumna! Moja pierwsza poduszka! Oh, ah i w ogóle. 

 

Oto efekt: 

 



Później nadszedł czas na sprzątanie po misji poduszkowej. Nigdzie nie mogłam znaleźć jednych z dwóch nożyczek. Przeszukałam całe mieszkanie! I wiesz co się okazało? Zaszyłam je w poduszce! 

 

Nie główkuj się nad tym jak to się stało. Ja to robię od kilku dobrych tygodni i dalej do tego nie doszłam. :)

 

***

 

Nadszedł czas na kolejne poduszki, aby wyrobić się trochę w szyciu ręcznym. Na szczęście nic już w nich nie zaszyłam, a szło coraz lepiej.

 

Świąteczna choinka:

 

 

Serce:

 

 

Mała podusia dla Młodego:

 

 

Szału nie ma, ale w końcu po uszyciu tych poduszek wyćwiczyłam ścieg prosty i kryty. Pękam z dumy! :)


***

 

Po maratonie poduszkowym postanowiłam iść o stopień wyżej... a raczej dla mnie to było kilka stopni wyżej... 


Postanowiłam uszyć Młodemu maskotkę. Skoro to pierwsza maskotka, stwierdziłam, że musi być wyjątkowa i przynosić szczęście. A skoro szczęście, to wiadomo - słonik. 

 

I tak oto znalazłam tutorial szycia słonia u ADELA SZYJE.

 

Wykrój narysowałam sobie sama. Tak właśnie wymarzyłam sobie tego pierwszego słonia:

 

 

Cóż, pierwsze problemy napotkałam przy uszach. Później przy obszywaniu go na około - zsuną mi się materiał minky co spowodowało, że musiałam spłaszczyć mu głowę o ok 1cm. W sumie byłam pewna, że mi nie wyjdzie w ogóle, więc odpuściłam sobie wszywanie detali, które zaplanowałam.

 

Po przewróceniu na prawą stronę, gdy nie wyciągnęłam do końca trąby - wyglądał jak mrówkojad. 

 

Na szczęście mimo przeciwności losu nie wygląda aż tak źle. Chyba?

 

 

Wiadomo - idealnie zszyty nie jest: ;D


 

***

 

Teraz jestem w trakcie szycia spodenek dla Młodego. Szyję je już od dłuższego czasu, ale o tym następnym razem. ;)

 

Buziak!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz